Widziałem to w tym, jak jej oczy rozświetlały się, gdy rozmawiali o przyszłych projektach, w tym, jak uważnie słuchał każdego jej słowa o drzewach. Pewnego popołudnia, gdy Elena sortowała sadzonki wyrosłe z nasion Don Sebastiána, Martín złożył jej niespodziewaną propozycję. Zastanawiałem się, czy mógłbyś zdywersyfikować ten teren? Studnia ma wystarczająco dużo wody nawet na suszę. Czy rozważałeś sadzenie egzotycznych odmian? Czy mogą być idealnym uzupełnieniem tradycyjnych drzew owocowych?
Egzotyczne odmiany? Zapytała, zaintrygowana. tropikalne owoce przystosowane do klimatu śródziemnomorskiego. Na uniwersytecie pisałem na ten temat pracę magisterską, wyjaśnił Martín z entuzjazmem. Istnieją pewne odmiany mango, papai, a nawet jabłka budyniowe, które można tu uprawiać przy odpowiednich technikach ochrony. Elena spojrzała na niego z fascynacją. Nigdy by mu się to nie przyszło do głowy. Byłoby to możliwe przy mikroklimacie, który tu jesteś, i zapewnionej wodzie. Tak, myślę, że to by zadziałało. Odpowiedział. Może dostanę jakieś sadzonki. Znajomy z uniwersytetu pracuje w centrum badań rolniczych w Walencji.
Ta rozmowa oznaczała początek nowej fazy projektu. Martín nie tylko otrzymał obiecane wycinki, ale także przywiózł ze sobą wiedzę techniczną, która doskonale uzupełniała tradycyjną mądrość Don Sebastiána. Trójka z nich tworzyła osobliwy, ale skuteczny zespół. Don Sebastián z przodkową wiedzą o szczepieniu i lokalnych odmianach, Martín z wykształceniem akademickim i innowacyjną wizją, a Elena – serce projektu – z niezachwianą determinacją i zdolnością do nauki oraz adaptacji. W ciągu następnych kilku tygodni przygotowali fragment terenu pod egzotyczne rośliny, zbudowali małe szklarnie z materiałów recyklingowych i zaprojektowali system nawadniania dostosowany do różnych gatunków.
Elena chłonęła wiedzę jak gąbka, ucząc się nocą z książek, które dostarczyli jej Martín i Lucía, bibliotekarka. Do połowy sierpnia małe jabłko urosło do przyzwoitych rozmiarów. Nie było idealnie według standardów biznesowych. Miała kilka plam i lekko nieregularny kształt, ale dla Eleny była najpiękniejszą rzeczą, jaką kiedykolwiek widziała. "Wkrótce będzie gotowy do zbiorów," ogłosił Don Sebastian z ojcowską dumą. "To będzie pierwszy z wielu." I rzeczywiście, inne drzewa zaczęły owocować, choć żadne nie było tak rozwinięte jak to pierwsze jabłko.
Szczepienia działały, a stare odmiany wykazywały swoją odporność i zdolność do adaptacji. Jednak nie wszystkie wiadomości były dobre. Susza nasiliła się, a wraz z nią problemy dla rolników w okolicy. Pewnego popołudnia Elena spotkała Javiera w sklepie wiejskim. Jego brat wyglądał na wyczerpanego i zmartwionego. "Jak tam w gaju oliwnym?" zapytała, starając się być uprzejma. Javier spojrzał na nią z żalem. Kończy się. Odpowiedział sucho, jak wszystko w tym regionie. "Przepraszam," powiedziała szczerze.
Czujesz to. Javier wydał gorzki śmiech. Jesteś jedyną osobą, która nie ma problemów z wodą, prawda? Z tą cudowną studnią, którą znalazłeś. Elena pozostała opanowana. Studnia zawsze tam była. Trzeba było tylko poszukać. Bardzo poetyckie, wypluł Javier. Podczas gdy ty bawisz się w rolnika swoimi małymi drzewkami, prawdziwe rodziny tracą źródła utrzymania. Te słowa bolały, ale Elena nie pozwoliła się sprowokować. Jeśli potrzebujesz wody, by uratować część gaju oliwnego, możemy porozmawiać. Zaproponował. Nie chcę, żeby ktoś został zniszczony, nawet ty.
Javier spojrzał na nią zaskoczony, jakby nie mógł uwierzyć własnym uszom. Nie potrzebuję twojej jałmużny, w końcu odpowiedział, odwracając się. Tej nocy Elena nie mogła zasnąć. Słowa Javiera rozbrzmiewały w jego głowie. To było samolubne z jego strony, że cieszył się wodą, podczas gdy inni cierpieli. Z drugiej strony, czyż to nie ona ciężko pracowała, by odkryć i odbudować studnię, którą jej ojciec porzucił? Następnego ranka, podlewając nowe sadzonki, usłyszał dziwny dźwięk dochodzący ze studni.
Gdy się zbliżył, z przerażeniem odkrył, że ktoś próbował manipulować bombą. Na rurach były ślady narzędzi, a niektóre przewody w pompie słonecznej zostały uszkodzone. Ktoś próbował sabotować system, stwierdził Martín po zbadaniu uszkodzeń. Na szczęście nie osiągnęli wiele. Kto mógłby zrobić coś takiego, zapytała Elena, choć w głębi serca znała już odpowiedź. Ktoś zdesperowany, odpowiedział Don Sebastian głębokim głosem. Susza wydobywa z ludzi to, co najgorsze. Postanowili na zmianę pilnować sadu.
Don Sebastián rano, Martín po południu i Elena rozstawili mały namiot, by spędzić tam kilka nocy. Nie mogli sobie pozwolić na utratę tego, co tak ciężko budowali. Pewnej nocy, gdy Elena stała na straży, usłyszała zbliżające się kroki. Cicho wziął latarkę i czekał. Obok studni pojawiła się sylwetka mężczyzny. Gdy miała już wziąć bombę w rękę, Elena włączyła światło. Raul powiedział stanowczym głosem: "Co ty sobie myślisz, że robisz?" Jego starszy brat zamarł, jak dziecko złapane na kradzieży słodyczy.
"Potrzebuję wody," w końcu odpowiedział. Moje pola umierają. I czy uważasz, że rozwiązaniem jest kradzież, niszczenie tego, co inni zbudowali? To niesprawiedliwe, wykrzyknął Raul, a jego głos załamał się z frustracji. Dlaczego wy, którzy nigdy nie uprawialiście ziemi, macie wodę, podczas gdy my jesteśmy zrujnowani? Elena podeszła do brata, oświetlając mu twarz latarką. Dostrzegł w nim coś, czego nigdy wcześniej nie widział. "Strach, boisz się," powiedział. Nie jako oskarżenie, lecz jako stwierdzenie.
Twoje pola są zagrożone i nie wiesz, co robić. Raul odwrócił wzrok. Banki nie czekają, mruknął. Kredyty hipoteczne muszą być spłacane niezależnie od tego, czy susza jest konieczna, czy nie. Elena zgasiła latarkę i usiadła na pobliskim kamieniu, zapraszając brata do tego samego. Czy jest inne rozwiązanie? Powiedział po długiej ciszy. Takiego, który nie polega na kradzieży ani niszczeniu. Które? Raúl zapytał sceptycznie. Współpraca. Możemy dzielić się wodą, ale pod warunkiem. Tej nocy, pod gwiaździstym niebem, zwaśnięci bracia doszli do wstępnego porozumienia.
Elena dzieliła się wodą z Raulem i Javierem, by uratować część ich plonów w zamian za pomoc w rozbudowie systemu irygacyjnego i sprawiedliwy udział w przyszłych zbiorach. To nie będzie łatwe, ostrzegała. Będziesz musiał tu ze mną pracować na moich warunkach. Nie jestem już niewidzialną siostrą, którą możesz ignorować. Raul powoli skinął głową, przełykając dumę. Porozmawiam z Javierem, w końcu powiedział. Nie obiecuję, że się zgodzi, ale spróbuję. Następnego ranka Elena podzieliła się rozmową z Donem Sebastiánem i Martínem.
Stary mężczyzna się martwił. Uważaj, dziewczyno. Ludzie mogą się zmienić, gdy są zdesperowani, ale wracają do starych nawyków, gdy kryzys mija. Wiem, odpowiedziała, ale to moi bracia. A ten ogród nauczył mnie, że czasem to, co wydaje się martwe, tylko czeka na okazję, by się odrodzić. Ku zaskoczeniu wszystkich, Javier początkowo niechętnie przyjął ofertę, ale groźba utraty gajów oliwnych była zbyt realna, by odmówić propozycji. W ciągu następnych kilku tygodni ustalono niezręczną, ale funkcjonalną rutynę.
Bracia Mendoza po raz pierwszy w życiu pracowali razem. To nie było łatwe współistnienie. Często toczyły się dyskusje o metodach i decyzjach, ale stopniowo zaczęła wśród nich rosnąć niechętna powaga. Pod koniec sierpnia nadszedł wielki dzień. Zbiory pierwszego jabłka były symbolicznym wydarzeniem, które Elena chciała podzielić ze wszystkimi, którzy brali udział w tej przygodzie. zaprosił Don Sebastiána, Martína, Lucíę, Maríę oraz z pewnym niepokojem swoich braci.
Tego popołudnia, pod słońcem, które zaczynało zachodzić, mała grupa zebrała się wokół jabłoni. Elena, ubrana w prostą białą sukienkę należącą do jej matki, podeszła do drzewa z małym koszykiem. 4 miesiące temu to miejsce było cmentarzem zapomnianych drzew," powiedział, patrząc na obecnych. "Mój ojciec zostawił mi to jako karę, wierząc, że spotkam się tylko z porażką. Dziś zbieramy pierwsze owoce tego, co mam nadzieję, że będzie długimi żniwami spełnionych marzeń." Delikatnie wziął jabłko między palce i oddzielił je od gałęzi.
Było to małe w porównaniu do komercyjnych jabłek, ale na swój sposób doskonałe. Trzymał go wysoko, a wieczorne światło sprawiało, że lśniło jak klejnot. Proponuję toast," wtrącił się Martín, wyciągając butelkę domowego cydru dla Eleny, która nauczyła nas, że nie ma suchych patyków, tylko serca, które zbyt szybko się poddają. Wszyscy wznieśli kieliszki, nawet Raúl i Javier, choć z mniejszym entuzjazmem. A jeśli chodzi o nowe początki, dodał Don Sebastian, patrząc znacząco na braci, bo nigdy nie jest za późno, by wyprostować krzywe drzewo.
Elena rozbiła jabłko na tyle kawałków, ile znała, dbając, by każdy otrzymał swoją część, nawet najmniejszą. Był to symboliczny gest, komunia, która przypieczętowała sojusz między ludźmi, którzy nauczyli się współpracować mimo różnic. Gdy podała Javierowi swój kawałek, zawahał się na moment, zanim go przyjął. "Nie wiem, czy na to zasługuję," mruknął, unikając jego wzroku. "Nie chodzi o to, czy na to zasługujesz," odpowiedziała cicho. "Chodzi o dzielenie się." Ta mała, improwizowana ceremonia była punktem zwrotnym.
Następnego dnia Doña Carmen odwiedziła ogród w towarzystwie swojego syna, burmistrza. Imponujące, skomentował mężczyzna obserwujący postępy. Moja mama miała rację co do ciebie. "Ciężko pracowałyśmy," odpowiedziała Elena po prostu. I widać, że burmistrz się zgodził. Przyszedłem, by złożyć ci oficjalną propozycję. Chcemy, aby Twój ogród był centrum tegorocznych lokalnych targów warzyw. Ale prawie nie mamy produkcji. Elena zaprotestowała. To nie tylko produkty – wtrąciła się Doña Carmen. Chodzi o innowacje, o odporność, o szukanie rozwiązań w trudnych czasach.
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.
