Wyglądasz na zmęczonego. To były tylko dwa proste słowa, ale wypowiedziane tak naturalnie, że Alejandro Vega na moment zamarł, trzymając filiżankę kawy w połowie drogi do ust. Kelnerka, która to powiedziała, patrzyła na niego swoimi jasnymi, ciekawymi, niemal szyderczymi brązowymi oczami. Na plakietce na bordowym fartuchu widniała Elena Costa, a jej charakter – odważny, lekki i nieco sarkastyczny – nie pasował do napiętej i cichej atmosfery restauracji.
"Zmęczony," powtórzył Alejandro z ciekawością, powoli opuszczając filiżankę. "Tak," powiedziała, opierając notes na biodrze z niezwykłą pewnością siebie. Masz ten wyraz twarzy, kogoś, kto pracuje za dużo i śpi za mało. To taki typ osoby, która myśli, że kawa może naprawić wszystko, nawet w zły dzień. Alejandro lekko się uśmiechnął, zaskoczony jej szczerością. Może możesz. Wątpię. Kawa tutaj jest mocna, ale nie działa cudów. Zaśmiała się i szybko podeszła do lady.
Patrzył, jak odchodzi. Było w Elenie coś magnetycznego, energia, która nie pasowała do stonowanej atmosfery magnoliowego bistro. Podczas gdy wszyscy inni poruszali się cicho, jakby bali się popełnić śmiertelny błąd, ona szła z łatwością i tylko odrobiną niezbędnego buntu. Alejandro rozejrzał się po jadalni. Stare drewniane stoły, urocze wystrój, ale wyglądały trochę niechlujnie i cisza, która ciążyła. Miejsce miało potencjał, naprawdę duży potencjał, ale coś było strasznie nie tak.
On, nowy właściciel i miliarder grupy Vega, wszedł do środka, udając stałego bywalca, mając nadzieję dowiedzieć się, co jest nie tak z restauracją, którą właśnie przejął. I już po kilku minutach odpowiedź zaczęła się pojawiać. Elena wróciła z parującym kubkiem i postawiła go przed nim. "Uważaj," powiedział z figlarnym uśmiechem. Jest wystarczająco silna, by obudzić właściciela tego miejsca, kimkolwiek on jest. Alejandro powstrzymał śmiech.
Mam nadzieję. Odeszła, ale nie na długo. Z kuchni wyłonił się mężczyzna w średnim wieku z wyraźnym brzuchem i aroganckim wyrazem twarzy. To był Ricardo, menedżer. Jego głos przeciął powietrze w pokoju niczym ostre ostrze. Elena warknęła, przez co kilku klientów podniosło wzrok. Mówiłem ci, żebyś posprzątał stoły z tyłu 20 minut temu. Znowu zapomniałeś, jak się robi. Elena wzięła głęboki oddech i powoli się odwróciła, nie tracąc panowania nad sobą.
Sprzątam je, Ricardo. Zatrzymałem się tylko na jednego klienta. To właśnie robią barmani, pamiętasz? Ricardo ruszył bliżej, twarz miał czerwoną ze złości. Nie odpowiadaj mi, Costa. Myślisz, że jesteś zabawny? Wszyscy tutaj mają dość twoich żartów. W jadalni zapadła cisza. Reszta personelu udawała, że jest zajęta, unikając kontaktu wzrokowego za wszelką cenę. Alejandro uważnie obserwował, analizując każdy ruch. Ton menedżera nie był stanowczy, był obraźliwy.
W rzeczywistości wydawało się, że lubił upokarzać ludzi. Ale Elena nie ustąpiła. Trzymał podniesioną głowę. "Po prostu staram się wykonywać swoją pracę z odrobiną humoru," powiedziała, "bo ktoś tutaj nalega, by miejsce było tak radosne jak na pogrzebie." Ricardo parsknął i zrobił krok bliżej. naruszając ich przestrzeń osobistą. "Powinnaś nauczyć się milczeć i robić, co ci każą, dziewczyno, bo inaczej zobaczysz się na ulicy." Alejandro mocniej ścisnął stół, wziął głęboki oddech, powstrzymując się od mówienia, wstania i pożegnania się z tym mężczyzną na miejscu.
Nie mógł, przynajmniej jeszcze nie. Przyszedł tu, by obserwować, zrozumieć źródło problemu, nie ujawniając, kim naprawdę jest. Ale to, co zobaczył, obudziło w nim coś. Gniew. i niedowierzania. Elena jednak nadal nie drgnęła. Jakie to ciekawe, Ricardo. Zamknij się i słuchaj. To nie jest część mojego kontraktu. Powiedział z półuśmiechem z wyzywcem. Niektórzy pobliski klienci próbowali ukryć śmiech. Ricardo poczerwieniał ze wstydu i złości. Jeszcze jeden dowcipny komentarz, Elena. Warknął. A kawę będzie podawał na chodniku.
Lepiej niż służyć tobie," odpowiedziała, odwracając się do niego plecami. Ricardo spojrzał na Alejandro, jakby oczekiwał męskiego wsparcia. "Proszę pana, przepraszam. Niektórzy pracownicy dziś nie rozumieją, czym jest szacunek. Uważam, że obsługa była doskonała," odpowiedział Alejandro spokojnie i chłodno. Właściwie powiedziałbym, że tylko ona tu się naprawdę uśmiecha. Ricardo przełknął ślinę, niepewny, co powiedzieć klientowi, który się z nim nie zgadzał. Odwrócił się i wpadł z powrotem do kuchni, mamrocząc pod nosem przekleństwa.
Elena wypuściła powietrze i spojrzała na Alejandro. Przepraszam za tę scenę. Po prostu uwielbia zamieniać poranną zmianę w koszmar. Nie ma potrzeby przepraszać, powiedział Alejandro, spotykając jego wzrok. Dobrze sobie z tym poradziłeś. Ćwiczę codziennie. Gdyby sarkazm był formą sztuki, już miałbym puchar na półce. Położył tacę na jego biodrze i obdarzył go półuśmiechem. Chcesz więcej kawy? Tylko jeśli towarzyszy kolejna motywacyjna przemowa. Zaśmiała się, szczery dźwięk rozświetlił całe miejsce.
Umowa załatwiona, to kosztuje cię uśmiech. I uśmiechnął się szczerze, być może po raz pierwszy od tygodni. Gdy odchodziła, Alejandro zauważył coś jeszcze. Energia w restauracji zmieniała się, gdy Elena była w pobliżu. Nawet pod presją utrzymywała lekkość. Klienci wydawali się rozluźnieni, ale w powietrzu unosiło się jeszcze jedno uczucie. Też strach. Reszta personelu poruszała się, jakby chodziła po rozbitym szkle. Ricardo obserwował ich wszystkich z cienia, mając nadzieję, że wybuchnie przy najmniejszym błędzie.
Alejandro powoli pił kawę, myśląc, że bistrol Magnolia ma ukrytą, duszoną duszę, a jej imię to Elena Costa. Problemem było to, kto wyłączał jego światło. Gdy wróciła z rachunkiem, zapytał: "Pracujesz tu od dawna?" "Wystarczająco, by wiedzieć, że ta kawiarnia nie ma zbawienia i że Ricardo urodził się krzycząc." Powiedział ze śmiechem. Położył zapłatę na stole wraz z hojnym napiwkiem. Elena spojrzała na kwotę i uniosła brwi.
"Czy to naprawdę się dzieje? Potraktuj go jako podziękowanie za przypomnienie mi, że wciąż są ludzie, którzy mówią swoje zdanie. Uśmiechnęła się rozbawiona. Mówienie o swoim myśleniu to jedyna rzecz, która nas tu trzyma przy zdrowych zmysłach. I pracę. Och, to tylko szczegół. Puścił do niego oczko. Tracę jedną w tygodniu, ale mam z tego świetne historie. Alejandro zaśmiał się głośno. Nie dało się jej nie lubić. Gdy wstał, by wyjść, odprowadziła go do drzwi. "Wróć, kiedy tylko zechcesz, tajemniczy nieznajomy.
Ja dam radę." Spojrzał na szyld restauracji, potem na nią. Myślę, że wrócę szybciej, niż się spodziewasz. Na zewnątrz poranny wiatr przywrócił go do rzeczywistości. Podszedł do samochodu i przed wejściem spojrzał jeszcze raz na restaurację. W środku Elena uśmiechnęła się do innego klienta, próbując ukryć zmęczenie, podczas gdy Ricardo obserwował wszystko tym kontrolującym spojrzeniem. Alejandro wziął głęboki oddech. Już wiedziałem, co muszę zrobić, jeśli chcę zrozumieć bistrol magnolii i go naprawić.
Musiał zobaczyć to od środka, przeżyć to, co przeżył jego personel. I wtedy Alejandro Vega podjął decyzję, która całkowicie zmieniła bieg jego życia i życia Eleny Costy. W ciągu następnych kilku dni nikt nie zobaczy miliardera i nieświadomie podejmując tę decyzję, miał odkryć coś znacznie silniejszego niż jakakolwiek kawa. Następnego ranka Alejandro siedział w swoim prywatnym gabinecie, a panoramiczny widok na Madryt rozciągał się zza szklanych okien.
Obrócił skórzany fotel i podniósł telefon. Daniel, potrzebuję przysługi, bardzo konkretnej. Po drugiej stronie linii jego osobisty asystent Daniel Martinez odpowiedział swoim typowym profesjonalizmem. Oczywiście, panie Vega, czego pan potrzebuje? Chcę, żebyś załatwił mi pracę w Magnolia bistrol, ale nikt nie może wiedzieć, kim jestem. Nikt. Po drugiej stronie linii zapadła cisza. Proszę pana, mówi pan, że chce pan pracować jako kelner. Dokładnie. Użyj fałszywego nazwiska, Javier Powiedz kierownikowi, że jestem bezrobotny i szukam pracy.
Un mes completo. Daniel, necesito entender qué está pasando desde adentro. Ya veo. Daniel vaciló. ¿Puedo preguntar por qué? Alejandro miró por la ventana pensando en los ojos marrones de Elena y las formas controladoras de Ricardo. Porque los números y los informes no cuentan toda la historia. Quiero ver la verdad. Considérelo hecho. Mañana el señor Javier estará oficialmente en la plantilla. Alejandro colgó y sonrió. Por primera vez en años sintió una extraña mezcla de nervios y emoción. Al día siguiente, Alejandro aparcó a tres manzanas del restaurante, no en su descapotable de lujo, sino en un sedán modesto y sencillo que Daniel había organizado.
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.
