Nie jesteś lekarzem! — krzyczeli na niego... aż zrobił niemożliwe i uratował pacjenta...

Czy kiedykolwiek widziałeś, jak ludzie mogą ocenić cię w sekundę tylko po wyglądzie? To historia człowieka, który doświadczył tej pogardy na własnej skórze, ale to, co zrobił potem, odebrało wszystkim mowę. To był zwyczajny wtorek w centralnym szpitalu miasta. Słońce właśnie zaczynało ogrzewać ulice, gdy automatyczne drzwi otworzyły się, wpuszczając podmuch świeżego powietrza. Główne hol wypełniały ludzie, zatroskane rodziny, pielęgniarki w pośpiechu, lekarze szybko chodzący tam i z powrotem.

Zapach środka dezynfekującego wymieszany z kawą z automatów wypełniał atmosferę. To był zorganizowany chaos każdego ranka. Ale potem, wśród tych wszystkich dobrze ubranych i pospiesznych ludzi, pojawił się on – mężczyzna po pięćdziesiątce, może starszy, powoli idący w stronę przyjęcia. Jego ubrania były poplamione brudem i tłuszczem, jakby spędził noc pracując gdzieś brudnie. Buty, które miał na sobie, były znoszone, a podeszwy prawie odpadały. Jej siwe włosy były potargane, a twarz miała głębokie linie zmęczenia.

Miał na sobie brązową kamizelkę na koszuli, która kiedyś była biała, a jego dłonie były szorstkie, od odcisków, które pojawiają się dopiero po latach ciężkiej pracy. Recepcjonistka zobaczyła jego zbliżającego się i jego wyraz twarzy natychmiast się zmienił. Jego oczy przesuwały się po górze i w dół, a nos lekko się zmarszczył, jakby wyczuł coś nieprzyjemnego. Mężczyzna zatrzymał się przed ladą i ochrypłym, ale uprzejmym głosem powiedział: "Dzień dobry, panienko. Idę zobaczyć mojego syna.

Powiedziano mi, że jest tu hospitalizowany." Recepcjonistka nawet nie spojrzała mu w oczy. Jego palce dalej pisały na komputerze, jakby nie istniał. Minęło 5 sekund. 10, 15. Przepraszam, mężczyzna spróbował ponownie, tym razem z nieco większą pilnością w głosie. Poczekaj chwilę, odpowiedziała sucho, nie podnosząc wzroku. Za nim elegancka dama z markową torebką cmoknęła z obrzydzeniem. "Na Boga, skąd się wzięli ci ludzie?" wymamrotała na tyle głośno, by kilku usłyszało.

Jego towarzysz, mężczyzna w garniturze, skinął głową z niezręcznym uśmiechem. Mężczyzna spojrzał w dół, ale nic nie powiedział. Jego ręce lekko drżały, czekając. W końcu recepcjonistka podniosła wzrok. "Imię pacjenta," zapytał tonem jasno mówiącym, że chce to zakończyć jak najszybciej. "Mateo Salazar," odpowiedział. To mój syn. Miał wypadek drogowy zeszłej nocy. Dzwonili do mnie o świcie, ale przyszedłem z daleka, z trzeciego piętra, na północ.

Zapytałem tam, przerwała mu, wskazując niejasno na windy. Już patrzył na kolejną osobę w kolejce. Mężczyzna skinął głową, przełknął ślinę i ruszył w stronę wind. Czułam na nim spojrzenia. Usłyszał szepty. Widział, jak ludzie odsuwają się lekko, gdy przechodził obok. Młoda pielęgniarka spojrzała na niego z mieszanką litości i nieufności. Gdy dotarł do windy, czekały tam jeszcze cztery osoby. Gdy tylko zobaczyli jego zbliżającego się, dwoje z nich zrobiło krok w tył.

Lekarz w nieskazitelnym białym fartuchu zmarszczył brwi i głośno powiedział: "Czy nie ma jeszcze jednej windy? Drzwi się otworzyły, wszyscy weszli, ale gdy mężczyzna próbował się wspiąć, sam lekarz wyciągnął rękę. Przepraszam, ale ten idzie prosto na operację. Jest przeznaczony wyłącznie dla personelu medycznego i krewnych pacjentów w stanie krytycznym. Ale mój syn, zaczął tłumaczyć mężczyzna. Bierze następny, lekarz mu przerwał i nacisnął przycisk, by zamknąć drzwi. Mężczyzna stał sam, obserwując, jak winda odjeżdża bez niego.

Jego oczy zwilżyły, ale szybko mrugał, jakby nie chciał pozwolić sobie na tę chwilę słabości. Czekał jeszcze 3 minuty, aż przyjechała kolejna winda. Tym razem wspiął się sam. Gdy drzwi otworzyły się na trzecim piętrze, atmosfera była inna, bardziej napięta, poważniejsza. To był oddział intensywnej terapii i oddział ratunkowy. Jarzeniówki cicho brzęczały. Zapach leków był silniejszy. Tu słyszałem ciągłe piknięcia maszyn, szmer zaniepokojonych głosów, tłumiony krzyk kogoś na końcu korytarza.

Mężczyzna podszedł do stanowiska pielęgniarek. Przepraszam, szukam Mateo Salazara. To mój syn. Pielęgniarka po czterdziestce, z włosami spiętymi w ciasny kok, spojrzała w górę. Jego twarz zdradzała ten sam wyraz obrzydzenia, który widział przez cały ranek. Mateo Salazar," powtórzyła, sprawdzając clipboard. "Ach, tak, ten z wypadkiem motocyklowym, pokój 34, ale zatrzymał się, oglądając go od góry do dołu. Nie może wejść w ten sposób. To jest obszar objęty zakazem.

Musi być czysta, a ja po prostu chcę zobaczyć mojego syna," przerwał mu, a po raz pierwszy jego głos zadrżał. Proszę, podróżuję już ponad 5 godzin. Nie spałem. Chcę tylko wiedzieć, że wszystko jest w porządku. Pielęgniarka westchnęła teatralnie. Zasady to zasady. Powinnaś się umyć, założyć czyste ubrania. Są protokoły higieniczne, które A krzyknął przerwał rozmowę. Doktorze, potrzebujemy tego teraz. Inna pielęgniarka wybiegła z jednego z pokoi, jej twarz blada ze strachu. Jest pacjentem 327.

está convulsionando, no responde. Todo el piso se transformó en un segundo. Doctores y enfermeras corrieron hacia la habitación. El caos estalló. Podían escucharse órdenes gritadas, el sonido de equipos siendo movidos rápidamente, el pitido agudo y constante de una máquina indicando problemas cardíacos. El hombre dio un paso hacia adelante instintivamente, pero la enfermera del puesto lo detuvo con una mano firme. Usted quédese aquí. Esto no es asunto suyo. ¿Dónde está el Dr. Ramírez? Gritó alguien desde dentro de la habitación.

En cirugía no puede venir. Y el Dr. Méndez está atendiendo otra emergencia en el segundo piso. El hombre podía ver a través de la puerta entreabierta de la habitación 307. Un niño no podía tener más de 10 años. Estaba en la cama. Su cuerpo se sacudía violentamente. Los monitores pitaban sin parar. Una doctora joven estaba intentando estabilizarlo, pero sus manos temblaban. Se notaba que estaba sobrepasada. “Su presión está bajando”, gritó una enfermera. “Necesitamos intubarlo.” “No sé cómo.

Nunca lo he hecho sin supervisión. ” El pánico en sus voces era palpable. El niño se estaba poniendo azul y entonces, sin que nadie lo viera venir, el hombre de ropa sucia dio un paso al frente, luego otro y otro. Antes de que alguien pudiera detenerlo, ya estaba dentro de la habitación. Oiga, usted no puede estar aquí”, gritó la doctora joven, su voz quebrándose, pero el hombre no se detuvo. Con movimientos seguros, calmados, se acercó a la cama del niño.

Sus ojos ya no mostraban el cansancio de antes. Había algo diferente en ellos ahora, una intensidad, una concentración absoluta. “Necesito que me escuche”, dijo con voz firme pero tranquila, mirando directamente a la doctora. Este niño está en paro respiratorio y tiene un objeto bloqueando su vía aérea superior. ¿Cuánto tiempo lleva convulsionando? La doctora lo miró atónita. ¿Qué? ¿Quién rayos es usted? Responda. Su voz retumbó en la habitación con una autoridad que no admitía discusión. “Tres 3 minutos”, tartamudeó ella.

No hay tiempo. El hombre ya estaba revisando al niño, sus manos moviéndose con una precisión y rapidez que dejaron a todos paralizados. Tiene cianosis periférica. La tráquea está desviada hacia la izquierda. Es un pneumotórax. Atensión. Necesito una aguja de calibre 14. Ahora nadie se movió. Todos lo miraban como si hubiera perdido la cabeza. Ahora rugió. Una enfermera reaccionó por instinto y le pasó lo que pedía. Lo que sucedió después fue algo que nadie en esa habitación olvidaría jamás.

El hombre, ese mismo hombre al que habían despreciado, al que habían tratado como basura, al que no le habían permitido ni siquiera subir en el ascensor. Tomó la aguja con manos firmes y, en un movimiento rápido y preciso, la insertó en el segundo espacio intercostal del niño. Un silvido. El aire salió. El pecho del niño se desinfló ligeramente. 5 segundos después, el color empezó a volver a su rostro. 10 segundos. La convulsión se detuvo. 15 segundos. El monitor mostró que su presión arterial empezaba a estabilizarse.

El silencio en la habitación era absoluto. Solo se escuchaba el pitido ahora regular del monitor cardíaco. El hombre mantuvo su posición, sus ojos fijos en el niño, vigilando cada pequeño cambio. Luego, con la misma calma con la que había entrado, empezó a dar instrucciones. Necesito que revisen sus signos vitales cada 30 segundos. Preparen un tubo endotraqueal número cinco. Cuando llegue el médico de turno, díganle que hay que hacer una radiografía de tórax inmediatamente para confirmar la resolución del neumotórax.

La doctora joven lo miraba a boquia abierta. Las enfermeras estaban inmóviles procesando lo que acababan de presenciar. ¿Quién? ¿Quién es usted?, susurró finalmente la doctora. El hombre se apartó lentamente de la cama. El niño ahora respiraba. Su rostro había recuperado el color. Estaba salvado. Solo alguien que vino a ver a su hijo respondió él con voz cansada, como si lo que acababa de hacer fuera lo más normal del mundo. Se dio la vuelta para salir de la habitación, pero la doctora lo agarró del brazo.

Czekaj, po prostu wiedziałeś, co robić? Gdzie się nauczył? To nie ma znaczenia, powiedział, delikatnie puszczając ramię. Tak, to ma znaczenie, krzyknęła. To dziecko umierało. Nie wiedziałem, co robić. A ty, ty go uratowałaś. Jak? Ale zanim zdążył dokończyć pytanie, mężczyzna w garniturze pobiegł korytarzem, wołając: "Mój synu, mój synu, gdzie on jest? Powiedziano mi, że coś mu się stało." Był ojcem chłopca. Jego twarz była zniekształcona przerażeniem. Lekarz szybko wyszedł.

Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.