Postanowiłam wystawić męża na próbę i powiedziałam mu:

Postanowiłam wystawić męża na próbę i powiedziałam: "Kochanie, zostałam zwolniona!", mimo że faktycznie już zostałam awansowana. Krzyczał na mnie i ogłosił mnie bezużytecznym. Następnego dnia podsłuchałam jego rozmowę z moją teściową. To, co słyszałem... Zostawiło mnie sparaliżowanego z przerażenia...

W drodze do domu nagle ogarnęło mnie dziwne uczucie. A co jeśli Anton nie będzie zadowolony z mojego awansu? A co jeśli go to zirytuje, albo co gorsza, sprawi, że będzie zazdrosny? W końcu teraz zarobiłbym więcej niż on. Czy to nie byłby kolejny powód do dystansowania? Wiedziałam, że zawsze ważne było, by mój mąż był żywicielem rodziny, opiekunem.

Chociaż oboje pracowaliśmy i dokładaliśmy się mniej więcej równo do rodzinnego budżetu, lubił powtarzać, że to on jest żywicielem rodziny. Była w tym pewna patriarchalna duma, być może zaszczepiona przez jego matkę, staroświecką kobietę. Wtedy wpadłem na pomysł.

A co jeśli sprawdzę ich reakcję? A co jeśli powiem ci, że nie awansowałem, tylko mnie zwolnili? Zobaczę, jak zareaguje: czy wesprze mnie w tym trudnym czasie? A kiedy widzę twoje szczere współczucie i wsparcie, przyznam, że to był żart i że mam dobre wieści. To chyba nie była najrozsądniejsza decyzja z mojej strony. Małostkowe, wręcz głupie.

Ale chciałam mieć pewność, że mój mąż nadal jest przy mnie, że jest gotów mnie wspierać w każdej sytuacji, tak jak kiedyś obiecał przy ołtarzu. W dobrych i złych czasach, w zdrowiu i chorobie. Kiedy wróciłem do domu, znalazłem Antona z laptopem...

... "Zostałem zwolniony." Jego reakcja była zupełnie inna niż się spodziewał. Zamiast współczucia i wsparcia, jego twarz wykrzywiła się ze złości.

Zatrzasnął laptopa i zerwał się z kanapy.
"Zwolniony. Zostałeś zwolniony." I to po tylu razach, gdy mówiłem ci, że musisz być bardziej odpowiedzialny w pracy. Ale nie, zawsze wiesz lepiej, zawsze robisz wszystko po swojemu.

Byłem tak zszokowany jego reakcją, że nie potrafiłem wydusić ani słowa.

Kontynuował, jego głos stawał się coraz głośniejszy, z nutą pogardy, jakiej nigdy wcześniej nie słyszał.

"Co teraz? Kto zapłaci rachunki? Czy w ogóle zdajesz sobie sprawę, w jaką sytuację stawiasz mnie i całą naszą rodzinę? Jesteś bezużyteczna, Lena. Całkowicie bezużyteczne.
Siedzisz tam w twoim towarzystwie, przesuwasz papiery, a na końcu nawet nie dasz rady."

Poczułam gulę w gardle, a łzy piekły w oczach. Ale to nie były łzy urazy, lecz raczej olśnienie.

To było tak, jakby ktoś nagle zdjął mi opaskę z oczu i zobaczyłam prawdziwą twarz człowieka, z którym mieszkałam przez tyle lat. W tym momencie uświadomiłam sobie, że nie mogę powiedzieć mu prawdy. Nie mogłem przyznać, że to był test i że faktycznie zostałem awansowany.

Coś we mnie się opierało. Moja intuicja podpowiadała mi, że lepiej milczeć i czekać, co się wydarzy. I usłyszałem ten szept.

Po prostu wstałem i cicho wyszedłem z pokoju, zostawiając go krzyczącego w pustkę. Zamknęłam się w łazience i długo leżałam pod gorącą wodą, próbując wymazać upokorzenie i gorycz. Jak dziwne, jak zdystansowany stał się człowiek, którego kiedyś uważałem za najbliższego. Tego wieczoru już nie rozmawialiśmy.

Anton, wyzywająco, zasnął na sofie w salonie, a ja zostałam sama w naszym pokoju, wpatrując się w sufit i zastanawiając się, jak to się stało, że nasze pozornie solidne małżeństwo stało się tak kruche.

Rano obudziłem się na dźwięk drzwi. Anton wyszedł do pracy bez pożegnania, bez zostawienia notatki, nawet bez budzenia mnie, jak to robił kiedyś.

Zostałem w łóżku, czując dziwną pustkę w środku. Złość, uraza, rozczarowanie wczoraj... Wszystko zdawało się wyparować, pozostawiając jedynie zimną jasność myśli.

Musiałem iść do pracy. W końcu miałem nową posadę, nowe obowiązki. Ale coś trzymało mnie w domu.

Coś w rodzaju przeczucia, intuicji, nazwij to jak chcesz. Zadzwoniłem do mojej koleżanki Maszy i poprosiłem ją, by mnie zastąpiła, powołując się na problemy zdrowotne. Przyjął propozycję, choć w jego głosie słychać było nutę zainteresowania.

Masha zawsze była trochę plotkarą, ale teraz nie miała czasu na wyjaśnienia. Sam nie wiedziałem, co robić. Posprzątałem mechanicznie, prałem ubrania, zrobiłem obiad. Wszystkie te nawykowe zachowania pomogły mi pomyśleć o poprzednim dniu, o tym, co działo się w naszym małżeństwie, o nas.

Było około drugiej po południu, gdy usłyszałam, jak drzwi się otwierają. Byłem sparaliżowany, z w ręku. Anton nigdy nie wrócił do domu w tym czasie.

Nigdy. Pierwszą myślą było, że coś się stało.

Ale po kliknięciu dziurki od klucza usłyszałem nie jeden głos, lecz dwa. A drugi był aż nazbyt znajomy. To był głos mojej teściowej, Natalii Wiktorownej.

Wymknąłem się na korytarz i stanął za półotwartymi drzwiami w tylnym pokoju. Wiedziałem, że nie powinnam podsłuchiwać, ale coś w ich rozmowie, tak beztroskiej w środku dnia pracy, sprawiało, że byłem zimny...

Wstrzymałem oddech. Serce biło mi tak mocno, że myślałem, że usłyszą to przez ścianę. Anton i jego matka weszli do salonu i usłyszałam trzask drzwi. Oczywiście się tego nie spodziewali.

Może ktoś jest w domu.

"Mówiłam ci," powtórzył znajomy, zimny głos Natalii Wiktorownej. "Nie ma z tobą szans. Nie chce rodziny ani dzieci. Pomyśl tylko o swojej karierze."

To było jak porażenie prądem. Jaka kariera? Które dzieci? Nigdy... ani słowa... Nie dałam nikomu powodu, by myślał, że nie chcę mieć rodziny.

Anton westchnął głęboko.

"Mamo, nie róbmy tego. Teraz nie jest na to czas."

"Właśnie na chwilę!" niemal syknął. "Zobacz, jak to wszystko się kończy. Została zwolniona. I nadal była zuchwała, wierząc, że jest mądrzejsza od innych. Ostrzegałeś ich? Tak. I co z tego było?"

Zakryłam usta, żeby nie zdradzić się szlochem. Powiedział mu, że zostałem zwolniony. A jak to zaprezentowałaś? Jak moja wina, jak porażka, jak dowód, że miałem rację.

Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.