"Nie wiem, co o tym myśleć," mruknął Anton. "Nawet nie przeprosił. Po prostu poszedł do łazienki i zamknął drzwi na klucz."
"Dokładnie!" Głos mojej teściowej stał się wysoki, jak chrupiący lód. "I nadal chcesz rozmawiać o dzieciach? Z taką matką? Nie wspiera cię w niczym, zawsze monopolizuje uwagę. Musisz myśleć, Antosha. Przemyśl to dobrze. Zanim będzie za późno."
Dostałem gęsiej skórki. DZIECI?! Rozmawia z matką... o możliwości posiadania dzieci... I zastanawiasz się, czy mogę być matką?!
Ciężko mi było oddychać. Pokój wirował przede mną. To był cios, którego się nie spodziewałem. Nigdy. Pod żadnym pozorem.
A potem Anton powiedział coś, czego nigdy nie zapomnę:
"Może masz rację. Może się myliłem. Ona... nie jest kobietą, z którą chcę budować przyszłość. Myślałem, że się zmieni." Ale teraz... Nie jestem pewien, czy chcę kontynuować.
Zawiodły mnie nogi. Ledwo udało mi się wstać, trzymając się framugi drzwi.
Oto było. Szczere nastawienie. Szczere myśli. Trzeźwy, bez emocji. Nie mówił tego do mnie, lecz do osoby, której opinii ufał bardziej niż mojej.
"Zwłaszcza teraz," kontynuował, "pojawiła się okazja... no cóż... Wiesz."
Głos mojej teściowej złagodniał, niemal zadowolony:
"Oczywiście, że rozumiem. Znam Tanyę. Dobrą dziewczynką. Skromny, oszczędny. Nie jem..."
Nie skończyłem słuchać.
To było tak, jakby na mnie spadł strumień lodowatej wody.
Tanya.
Ta sama Tanya, jego partnerka księgowa: cicha, dyskretna, ta, która zawsze nieśmiało się uśmiechała, gdy szła na wydarzenia firmowe.
Cofnąłem się od drzwi, jakbym został pobity. Całe moje ciało się trzęsło. Czułem, że jeśli zostanę tam jeszcze minutę, po prostu upadnę na podłogę.
Wszedłem do pokoju, zamknąłem drzwi, powoli oparłem się o nie plecami i zsunąłem się na podłogę. Czułem ucisk w klatce piersiowej tak silny, że wydawało się, jakbym miał zadyszkę. Siedziałem z twarzą schowaną w kolanach, słysząc tylko swoje nerwowe i urywane oddechy.
Tak mówili.
Oto, co myśleli.
To dla nich jestem ja.
Uciążliwy. Błąd. Tymczasowe nieporozumienie, które "można jeszcze naprawić".
I w tamtej chwili uświadomiłem sobie tylko jedno.
Nie było już odwrotu.
Usiadłem na podłodze, nieświadomy czasu i przestrzeni. Wydawało się, że świat wokół mnie przestał istnieć, rozpadając się na odosobnione dźwięki: stłumione głosy Antona i jego matki dochodzące z salonu; tykanie zegara na ścianie; mój własny drżący oddech.
Miałam tylko jedną myśl w głowie: muszę iść. To wszystko. Natychmiast.
Ale czuł, jak jego stopy są przybite do ziemi.
Wszystko, co uważałem za prawdziwe, godne zaufania — nasze małżeństwo, dom, nasz związek — pękło, pękło, rozpadło się jak szkło pod młotkiem.
Gdy głosy w pokoju zaczęły cichnąć, usłyszałem, jak drzwi się otwierają. Anton powiedział:
"Mamo, chodźmy na zewnątrz, tu jest strasznie gorąco. Chodźmy na spacer i napijmy się kawy."
"Pewnie, synu. Potrzebujesz teraz spokoju i ciszy," powiedział z udawaną słodyczą.
Drzwi zatrzasnęły. Zapanowała cisza.
Dopiero wtedy mogłem wstać. Nogi mi się trzęsły, ale czołgałem się do kuchni i trzymałem się blatu, próbując oddychać spokojnie. Chciał wyć, głośno, rozpaczliwie, boleśnie. Ale nie wydałem żadnego dźwięku.
Tylko mój spokój mnie uratował, a aktywacja została aktywowana, gdy tylko usłyszałem imię "Tanya".
Spojrzałem na kuchnię. Wszystko wydawało mi się dziwne. Nawet zapach naszego domu — tego, który kiedyś nazywałam pocieszeniem — był mi obcy. To było miejsce, gdzie mój los był rozstrzygnięty za moimi plecami, dyskutowano o mojej niekompetencji, a planowano mojego "następcę".
Zrozumiałem:
nie mogłem tu zostać ani minuty dłużej.
Ale dokąd pójść? Z kim? Nie miałem sióstr ani bliskich przyjaciół, którzy mogliby mnie chronić. Masza? To zniszczyłoby biuro w mgnieniu oka. Moi rodzice... To był inny świat bólu, wyjaśnień, pytań.
I nagle, jak błyskawica, przemknęła mi przez głowę myśl:
Dlaczego miałabym odejść? To jest mój dom. Moje mieszkanie, kupione po równo. Moje życie.
Jeśli Anton planuje przyszłość beze mnie, powinien powiedzieć mi to prosto w twarz.
I chciałem to usłyszeć od niego. Szczerze. Bezpośrednio. Niepretensjonalne.
Wziąłem głęboki oddech, umyłem twarz zimną wodą, ubrałem się w czyste ubrania i zacząłem zbierać dokumenty, które mogą mi się przydać: paszport, umowę o pracę, wyciągi bankowe. Nie dlatego, że planował uciec. Ale dlatego, że coś we mnie mówiło mi: czeka na nas rozmowa. Takiego, który zmieni wszystko.
Minęła około godzina, gdy usłyszałem przekręcenie klucza w zamku.
Zostałem na korytarzu.
Dora, z prostymi plecami i skrzyżowanymi ramionami.
Byłem gotowy. A przynajmniej próbował.
Anton wszedł pierwszy. Zobaczył mnie i zadrżał.
"Czy ty... w domu?" Wyglądał na zdezorientowanego.
"Gdzie myślisz, że powinien być?" Mój głos brzmiał spokojnie. Nierealny spokój, jak przed burzą.
Rozejrzał się, jakby sprawdzał, czy jego matka jest w pobliżu. Najwyraźniej liczył na spokojniejszą rozmowę.
"Słuchaj, Lena...," zaczął napiętym głosem, "musimy porozmawiać."
"Tak," skinąłem głową. "Naprawdę musimy porozmawiać.
I tak... Tanya traktuje mnie z szacunkiem. I rozumiesz mnie. Coś, czego od dawna nie mogłem o tobie powiedzieć.
Świat znów wirował przede mną, ale tam zostałam.
Spojrzałem na niego i zrozumiałem: nadszedł moment prawdy. Tylko o tym, o którym bałam się nawet pomyśleć.
"I co najważniejsze," dodała, patrząc na mnie chłodno i zdystansowanie, "nie chcę być z kobietą, która zawiodła nawet w pracy. Mam dość dźwigania wszystkiego sama."
Westchnąłem. Głęboko. Wyprostowałem się.
I powiedziałem to, czego się nie spodziewałem:
"To słuchaj uważnie.
Nikt mnie nie zwolnił.
Zostałem awansowany.
A od tego miesiąca będę zarabiał dwa razy więcej niż ty."
Cisza.
Ogłuszające, ogłuszające.
Anton mrugnął. Raz. Dwa razy. Jego twarz drgnęła, jakby został pokropiony wrzącą wodą.
"Co... Co powiedziałeś?"
Spojrzałem mu prosto w oczy:
"I też zrozumiałem, że nie jesteś osobą, z którą chcę być.
W bogactwie czy w biedzie.
W dobrych i złych czasach.
Wcale nie."
Zbladł. Cisza. Nie wiedząc, co powiedzieć.
Nie miałem nic, co mogłoby mu zaprzeczyć. Bez dyskusji. Brak obrony.
Bo prawda zawsze wszystko ujawnia na końcu.
A gdy on tam był, zszokowany, rozbity, chwyciłem torbę, dokumenty i ruszyłem do drzwi.
Zanim wyszedłem, powiedziałem mu:
"I powiedz mamie, że jej plan się nie powiódł."
Zamknąłem za sobą drzwi.
I po raz pierwszy od dawna wziąłem głęboki oddech.
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.
