Szef mafii przyłapał swoją pokojówkę na uczy niewidomej córki walki w piwnicy. Był wściekły, gotów ją natychmiast zwolnić. Ale gdy uzbrojeni mężczyźni włamali się do jej domu, szukając córki, zorientowała się, że cicha pokojówka to nie była zwykła nauczycielka. Była legendarną wojowniczką podziemną, która zniknęła 10 lat temu i przygotowywała córkę na wojnę, której on nigdy się nie spodziewał. Dźwięk dotarł do Marco Belliniego jeszcze zanim ten otworzył drzwi.
Trzask, trzask, trzask. Ostry, rytmiczny, dziwny. Zamarł na szczycie schodów do piwnicy, wciąż trzymając rękę na mosiężnej rączce. Wrócił wcześniej z negocjacji w porcie, co było nietypowe jak na wtorek, bo coś w nim podpowiadało mu, by to zrobił. Marco już dawno nauczył się ufać swoim instynktom. Utrzymali go przy życiu w biznesie, gdzie większość mężczyzn miała mniej niż 40 lat.
Teraz dźwięki trwały drewno o drewno, szybkie, kontrolowane uderzenia, które odbijały się echem od kamiennych fundamentów rezydencji niczym bicie serca, którego nie rozpoznawał. Marco powoli opuścił swoje ciche skórzane buty na marmurowe schody. Piwnica miała być pusta. Zawsze było pusto. Celowo tak to utrzymywał, miejsce do przechowywania starych mebli, zapomnianych rzeczy, bezpiecznych rzeczy. Przy tylnych drzwiach był słoik. Przez dziurę zobaczył ruch.
Jej 12-letnia córka, Aurora, stała na środku pokoju, z nogami mocno osadzonymi na ziemi, trzymając drewniany kij obiema rękami. Jej ciemne włosy były związane w niechlujny kucyk. Pot zwilżył mu szyję. Jej zamglone i nieostre oczy, ślepe od urodzenia, patrzyły na nicość i poruszała się. Izolda, cicha pokojówka, którą zatrudniła 8 miesięcy temu, otaczała ją jak wilk. Trzymał równy kij, uderzając nim o dłoń w nieregularnych ruchach.
Głowa Aurory przechylała się przy każdym ciosie, podążając za dźwiękiem ponownie, powiedziała Isold. Jego głos był zimny. Profesjonalista zaatakowany. Patyk wymachiwał powietrzem w stronę lewego ramienia Aurory i Aurora się poruszyła. Nie odsunął się, lecz podszedł. Jego własny kij wskoczył w ostry blok diagonalny, który uderzył w Day Sould z idealnym wyczuciem czasu. Marco wstrzymał oddech. "Dobrze," powiedziała Isol, "ale zawahałeś się. Wątpliwość to śmierć. Słuchaj powietrza, Aurora.
Cios zostaje ogłaszany zanim cię dotknie. Wiatr rozdziela. Przestrzeń jest skompresowana. Poczuj to. Staram się. Nie próbuj. Nie rób tego. A Sold zaatakował ponownie, tym razem szybciej. Trzy ciosy w szybkim tempie. Wysoko, nisko, wysoko. Aurora zablokowała pierwsze dwa, ale trzeci trafił ją w biodro. Złapał oddech, ale nie krzyknął. Co cię zawiodło?, zapytała jego dusza. Tempo się zmieniło, powiedziała Aurora, ciężko oddychając. Zatrzymałeś się na pół sekundy przed trzecim strzałem.
Myślałem, że już skończyłeś. Dokładnie. Twój wróg będzie kłamał w swoim wyczuciu czasu. Ufaj tylko temu, co słyszysz, a nie temu, czego się spodziewasz. Dłoń Marco zacisnęła się mocniej na framudze drzwi. Puls dudnił mu w uszach. To było szalone. To było niebezpieczne. Aurora była ślepa, krucha. Jej jedyna córka potrzebowała ochrony. Nie, ta, ta przemoc otworzyła drzwi. Obie postacie zwróciły się do niego. Wyraz twarzy Aolda się nie zmienił, ale jego chwyt na kiju się zmienił.
Subtelna korekta, którą wytrenowane oko Marco natychmiast zauważyło. W obronie, gotowa, twarz Aurory rozjaśniła się. Tato, wróciłeś wcześniej do domu. Co to do licha jest? Głos Marco brzmiał nisko, opanowanie. Ton, którego używałem, zanim kogoś usłyszałem. "Opanuj się, tato," powiedziała Aurora, ale jej uśmiech zbladł na surowy ton jego słów. I Soul zrobił krok naprzód, stając między Marco a Aurorą. Ruch był niewielki, ale celowy.
To jeszcze bardziej rozzłościło Marco. "Zadałem ci pytanie," powiedział, patrząc na Asolda. "Co robisz z moją córką?" "Ucząc go," odpowiedziała Isold po prostu. Czego go uczyć? Żeby się zranić, umrzeć. Mark wskazał na Aurorę. Jest niewidoma, na miłość boską. Ledwo potrafi zejść po schodach bez pomocy. To nieprawda. Głos Aurory załamał się z nagłego podekscytowania. Mogę zrobić więcej, niż myślisz, tato. Idę do twojego pokoju, Rora.
Nie, posłuchaj mnie teraz. Porządek w głosie Marco przeszył piwnicę niczym miecz. Aurora zacisnęła szczękę. Jego zamglone oczy błyszczały łzami, których nie chciał upuścić. Upuścił poprzeczkę. Uderzył w podłogę z głośnym, ciemnym dźwiękiem w nagłej ciszy. "Traktujesz mnie, jakbym była ze szkła," wyszeptała. "Ale szkło też może ciąć." Wszedł po schodach, jedną ręką muskając ścianę. Jego kroki były pewne jak u kogoś z wprawą.
Nie potknął się ani razu. Marco czekał, aż jego kroki ucichną nad nimi. Potem zwrócił się do Isol. Jesteś zwolniony. Wyciszył. Nie, nie jestem. Sama śmiałość jej słów na moment go zaskoczyła. Przepraszam, nie zwalniasz mnie, powiedziała spokojnie Isolda. Bo wiesz, że mam rację. Otoczyłeś zorzę strażnikami, murami i bawełnianą wyściółką, ale jej nie chroniłeś, zostawiłeś bezbronną. A w twoim świecie, panie Belini, bezbronni ludzie umierają.
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.
