Według Julii, Mera wiedziała, jak manipulować nimi inaczej niż każdy z nich. Z Nereą udawał powiernika; z Clarą, kimś, kto chronił ją przed prześladowaniem; z Marisą, przewodnikiem akademickim; z nią Julią, kimś, kto rozumiał jej skomplikowaną sytuację rodzinną. Innymi słowy, był drapieżnikiem, który potrafił ukryć się pod przykrywką, że troszczy się o swoich uczniów.
List opisywał, jak dziewczyny, gdy zaczęły podejrzewać, że znęcał się nad kilkoma naraz, próbowały go skonfrontować. Ale Mera zareagował chłodno: sprawił, że uwierzyli, iż nikt ich nie wesprze, że ma kontakty, że może wszystko zaprzeczać i zamieniać ich w "kłamliwych nastolatków, którzy chcą zrujnować sobie życie." Następnie zaproponował "rozwiązanie": tymczasowo przenieść się do wiejskiego domu, który według niego należał do jego rodziny i gdzie mogliby "spokojnie spędzić ciążę".
Julia wyznała, że w tamtej chwili nie myśleli jasno. Nikt z nich nie chciał konfrontować się z rodzicami. Żaden z nich nie chciał stać się nagłówkami gazet. I wszyscy czuli paraliżujący strach. Więc się zgodzili.
14 marca 1991 roku, po zajęciach, Mera zabrał ich samochodem, po dwóch osobami, do małej, opuszczonej osady w pobliżu Picos de Europa. Julia powiedziała, że na początku wydawało się to schronieniem. Ale szybko zorientowali się, że to nie jest kryjówka, lecz pułapka. Drzwi były zamknięte na zewnątrz, nie mieli telefonu, a Mera przychodziła co kilka dni, by zostawić zakupy i powtarzać, że "wszystko będzie dobrze, jeśli będą milczeć."
List kończył się nagle:
"Jeśli to źle się skończy, niech prawda wyjdzie na jaw. Nie wyjechaliśmy, bo chcieliśmy. Zabrali nas. I nie jesteśmy jedyni."
Eusebio poczuł dreszcz. Nie tylko ze względu na to, co ujawnił list, ale także przez frazę, która pojawiała się powtarzana w kilku dokumentach w teczce:
"Przeszukaj stary pawilon — świadectwa — klasa 3B."
Wtedy zrozumiał, że jest coś więcej.
Znacznie więcej.
Eusebio postanowił nie iść od razu na policję. Chciał choć częściowo zweryfikować to, co znalazł. "Stary pawilon" wciąż stał, choć był zamknięty przez lata z powodu problemów z wilgocią. Nikt tam nie wszedł. Nikt oprócz niego, który miał klucze do wszystkich drzwi.
W środku poszedł do klasy 3B. Kurz pokrywał biurka, a z sufitu zwisały gołe przewody. Z boku znalazł zardzewiałą metalową szafkę na akta. Wyciągnął go i odkrył teczkę identyczną z pierwszą, choć lepiej zachowaną. W środku znajdowały się luźne kartki z odręcznymi oświadczeniami innych studentów, wszystkie datowane na okres od stycznia do marca 1991 roku.
Brakowało też elementu: inni uczniowie również podejrzewali Alfonso Merę. Niektórzy wspomnieli, że widzieli go wchodzącego do sali audiowizualnej z różnymi dziewczynami. Inni twierdzili, że bez ostrzeżenia usuwał i przepisywał harmonogramy tutoriali. Jedna ze studentek zgłosiła, że zadawał jej zbyt osobiste pytania i dotykał jej ramienia w nieprzyjemny sposób. Był nawet rysunek tablicy rejestracyjnej samochodu Mery.
Najbardziej niepokojącym był raport napisany przez szkolnego doradcę, datowany na dwa tygodnie przed zaginięciami, w którym zasugerował formalne dochodzenie wobec profesora Mery za "niewłaściwe zachowanie". Ktoś napisał na marginesie, czerwonym atramentem: "NIE RUSZAĆ SIĘ — Rozkaz dyrektora."
Eusebio zamknął oczy. Pamiętał tego reżysera doskonale: człowieka rygorystycznego, z politycznymi kontaktami i obsesyjnie zdeterminowanego unikania skandali. Zmarł już ponad dziesięć lat temu.
Cała układanka zaczynała się układać.
Ale brakowało istoty: co stało się z dziewczynami?
Eusebio trafił do rejestru majątków wiejskich w Kantabrii. Po godzinach poszukiwań odkrył, że Alfonso Mera odziedziczył mały dom w odizolowanej części Liébany. Pasowało do opisu listu.
To tam było.
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.
