Pero tú no te detuviste a preguntar, ¿verdad? No te detuviste a ver si estaba bien, simplemente asumiste lo peor de mí como siempre. La verdad en sus palabras pareció golpearlo. La rabia en sus ojos vaciló, reemplazada por un atisbo de incertidumbre. La miró, realmente la miró y vio su pecho agitado, sus ojos brillantes de lágrimas no derramadas y su barbilla levantada en un desafío tembloroso. ¿Te hizo daño?, preguntó. Su voz de repente era más ronca, más baja.
“No físicamente”, susurró ella, pero me asustó. Dijo que que había estado investigando sobre mí. Sabía que los lirios eran mis flores favoritas. El color desapareció del rostro de Ricardo. La idea de que Víctor se hubiera inmiscuido en la vida de Elena en su pasado parecía afectarlo de una manera que ni el propio coqueteo de Víctor había logrado. Sin pensar, extendió la mano y le apartó un mechón de pelo de la cara. Su toque era sorprendentemente suave. “Yo no lo sabía”, admitió en un murmullo apenas audible.
La confesión la desarmó. El gran Ricardo Montero admitiendo un error. Él pareció darse cuenta de lo que había hecho, de la intimidad del gesto y retiró la mano como si se hubiera quemado. Dio un paso atrás, la distancia volviendo a instalarse entre ellos, pero la atmósfera había cambiado de nuevo. La ida se había disipado, dejando solo una cruda vulnerabilidad. Nunca quise que te involucraras en mis problemas con él”, dijo dándole la espalda y caminando hacia la ventana.
“La rivalidad entre mi familia y la suya es vieja, fea, no tiene nada que ver contigo.” “Pues ahora parece que sí lo tiene”, respondió ella en voz baja, cruzando los brazos sobre el pecho. Se quedaron en silencio durante un largo rato, cada uno perdido en sus propios pensamientos. Finalmente, Ricardo se giró. Su rostro estaba cansado, la furia completamente reemplazada por un agotamiento profundo. Voy a reforzar la seguridad. Nadie entrará aquí sin mi permiso. Estarás a salvo. Luego señaló la caja del collar que yacía en el suelo.
Eso no era para comprar nada, era una disculpa. Antes de que ella pudiera responder, subió las escaleras, dejándola sola una vez más en medio del desastre de su vida. Esa noche, por primera vez, no hubo silencio entre sus habitaciones. Elena estaba en su cama tratando de leer cuando oyó que la puerta de conexión se abría. Su corazón se disparó. Se sentó de golpe mirando la puerta. Ricardo apareció en el umbral vestido solo con unos pantalones de chándal grises con el torso desnudo.
Llevaba una bandeja con dos tazas. No podía dormir, dijo. Su voz era tranquila. ¿Quieres un té? Ella se quedó sin palabras por un momento. Simplemente asintió. Él entró, dejó la bandeja en la mesita de noche y le pasó una taza. El calor de la porcelana se filtró en sus manos frías. Él no se fue. En cambio, se sentó en el borde de la cama a una distancia respetuosa y bebió su propio té. El padre de Víctor y el mío eran socios dijo de repente, mirando la taza entre sus manos.
Mi padre confiaba ciegamente en él. Augusto de la Torre lo traicionó. Casi nos llevó a la ruina. Le robó nuestros diseños más importantes y construyó su imperio sobre nuestras espaldas. Mi padre nunca se recuperó del todo. Murió sintiéndose un fracasado. Elena escuchaba en silencio, cautivada. Estaba compartiendo algo personal, algo real. Desde entonces ha habido una guerra fría entre nosotros y Víctor es como su padre, pero más retorcido. Disfruta con los juegos mentales. Atacar a las personas donde más les duele.
Levantó la vista y sus ojos encontraron los de ella en la penumbra. Y ahora cree que tú eres mi punto débil. Pero tú mismo lo dijiste. No soy nada para ti. ¿Por qué le importaría? Susurró Elena. Una sombra de sonrisa triste y torcida apareció en sus labios. Porque eres mi esposa. ¿Porque llevas mi nombre? Para un hombre como él, eso es todo lo que importa. Cree que al desestabilizarte me desestabiliza a mí. Y es así. Se atrevió a preguntar.
Patrzył na nią przez dłuższą chwilę. Jego spojrzenie było tak intensywne, że musiała wstrzymać oddech. więcej, niż chciałbym przyznać," wyznał w końcu szeptem. Odłożył filiżankę i przesunął się trochę bliżej niej na łóżku. Wyciągnął rękę, nie po to, by ją złapać, lecz by ją od niej zabrać. Jego palce splecione. Jego skóra była ciepła i lekko szorstka, co było niespodziewanym pocieszeniem. Przepraszam, że na ciebie krzyczałam i przepraszam, że w ciebie zwątpiłam. Słowa były proste, ale dla niego znaczyły wszystko.
Przykro mi, że musisz przez to przechodzić, ja też, wyszeptała. Podniósł rękę i musnął usta o jej kostki, gest tak czuły i nie na miejscu, że złamało jej serce. Pozostali tak, milcząco, po prostu trzymając się za ręce. Bariera między nimi nie tylko pękła, ale rozpadała się cegła po cegle, a w jej ruinach zaczynało rosnąć coś nowego i kruchego. Zdała sobie sprawę, że nie chce, żeby wychodziła, nie chce znów być sama.
Jakby czytał mu w myślach, Ricardo nie zrobił żadnego ruchu, by odejść. Po chwili oparł się o wezgłowie łóżka obok niego, wciąż trzymając go za rękę. Przestrzeń między nimi była niewielka, ale już nie wypełniała ją napięcie, lecz czyste sumienie. W końcu zmęczenie dnia wzięło górę nad Eleną i powieki zaczęły jej się opadać. Zasnęła tak, z głową opartą na poduszce i bezpieczną ręką na jego.
W pewnym momencie nocy obudził się na chwilę. Wciąż tam był, czuwając nad jego snem, i po raz pierwszy od czasu, gdy założyła suknię ślubną, Elena nie czuła się więźniem w złotej klatce. Czuła się chroniona. Kolejne dni oznaczały przełomową zmianę w ich relacji. Ricardo nie wycofał się już w swój zimny dystans. W noc spowiedzi otworzył drzwi i choć żaden z nich nie odważył się przejść przez nie całkowicie, zostawili je uchylone.
Nalegał, by zaczęła brać lekcje samoobrony u instruktora, którego zatrudnił, na wszelki wypadek, ale było w tym coś więcej. To był jego sposób na wzmocnienie jej, na to, by nigdy więcej nie czuła się bezradna. Zaczął wracać wcześniej i jedli razem kolację, nie w formalnej jadalni, lecz w kuchni, podczas gdy Carmen kończyła swoje obowiązki. Na początku rozmawiali o błahostkach, o pracy, o wiadomościach, o książkach, które czytała, ale z czasem rozmowy stawały się głębsze.
Opowiedziała mu o swoim marzeniu o rozbudowie kwiaciarni, tworzeniu unikalnych kompozycji kwiatowych na duże wydarzenia. Słuchał, naprawdę słuchał, zadając pytania, które pokazywały, że rozumie swoją pasję. A w zamian opowiadał jej o wyzwaniach prowadzenia imperium, o presji, by sprostać dziedzictwu ojca. Zaczął zostawiać otwarte drzwi łączące swoje pokoje w nocy. Prosty gest, ale pełen znaczenia. To było zaproszenie, znak pewności siebie.
Elena zaczęła się częściej uśmiechać. Prawdziwy uśmiech, nie ten, którego używał do kamer. Czasem jego dłonie przypadkowo ocierały się o siebie, gdy sól była przekazywana, a wstrząs elektryczny wciąż był obecny, ale teraz nie było to alarmujące, lecz ekscytujące. Pewnej nocy, gdy siedzieli na kanapie w salonie i oglądali wiadomości w telewizji, Ricardo zwrócił się do niej. "Mój asystent coś znalazł," powiedział cicho. "Od Victora." Skinął głową. Nie tylko cię badał, ale próbował przekupić jednego z młodszych menedżerów w mojej firmie, żeby zdobyć informacje o projekcie, nad którym pracujemy.
Ten sam projekt, który mamy zabezpieczyć na konferencji w Viñamar w przyszłym tygodniu. Elena zesztywniała. Konferencja, na którą musimy iść. Dokładnie. To bardzo ważny kontrakt. Augusto de la Torre go chce i grają nieczysto. Wizerunek stabilnej i zjednoczonej pary jest ważny dla inwestorów. Dlatego potrzebuję, żebyś przyszedł. Potrzebuję, żebyśmy byli wiarygodni. Wcześniej taka prośba brzmiała jak rozkaz, będący częścią umowy. Teraz brzmiało inaczej. Brzmiało to tak, jakbym naprawdę potrzebowała jego pomocy, jego wsparcia.
Oczywiście, że pójdę, Ricardo. Będę przy tobie. Jego odpowiedź zdawała się spełniać jego oczekiwania. Przesunął się trochę bliżej na kanapie. Blask telewizora oświetlał jego profil. silny. Dziękuję, Elena. Byli tak blisko, że czuła ciepło jego ciała. Chęć pochylenia się i pocałunku była tak silna, że musiał trzymać się poduszki, by się opanować. Musiał to też poczuć, bo jego oczy, a wzrok opadł na usta. Powietrze stało się gęste.
Powoli pochylił się w jej stronę, zmniejszając niewielką odległość, która ich dzieliła. Elena zamknęła oczy, serce waliło jej w piersi, czekając na dotyk jej ust. Ale właśnie w tym momencie zadzwonił telefon Ricardo, przerywając czar. Cicho przeklął i odsunął się, by odpowiedzieć, zostawiając Elenę z bijącym sercem i piekącą frustracją. Podróż do Viñamar stała się czymś więcej niż tylko podróżą służbową. To było jak test, pierwszy test ich nowego, nieokreślonego związku.
Zatrzymali się w luksusowym apartamencie z widokiem na ocean, raju kontrastującym z wojną toczącą się w salach konferencyjnych. Tym razem jednak napięcie w apartamencie było inne. Nie było wrogie, lecz pełne niemal nie do zniesienia oczekiwania. Podczas pierwszej nocy konferencji, na kolacji powitalnej, poznali Augusto i Víctora. Augusto był uprzejmy, ale chłodny, podczas gdy Víctor patrzył na Elenę z intensywnością, która go niepokoiła.
Ale tym razem Ricardo nie zareagował gwałtownie. Zamiast tego objął Elenę w pasie, przyciągnął ją do siebie i pocałował swoje setki. Gest był zarówno publicznym wyrazem uczuć, jak i cichym ostrzeżeniem dla Victora. Było to tak naturalne i przekonujące, że nawet Elena była zaskoczona, gdy poczuła, jak rumieniec rozlewa się po jej policzkach. "Świetnie grasz swoją rolę," wyszeptała do niego później, gdy właśnie wjeżdżali windą.
"Nie udaję," odpowiedział cicho, nie patrząc na nią, ale ona widziała napięcie w jego szczęce. Powietrze w małej przestrzeni windy iskrzyło. Gdy weszły do apartamentu, Elena poszła prosto na balkon. Potrzebowałem świeżego powietrza. Dźwięk fal rozbijających się o brzeg był kojący. Ricardo podążył za nią kilka chwil później, zatrzymując się obok. Myślisz, że nam się uda? Kontrakt, zapytała, patrząc na oświetlone księżycem morze. Znam swój projekt, jest lepszy od twojego pod każdym względem, powiedział Ricardo.
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.
